☀ Precjoza lata 2016 ☀


 

Heej Kochani!

Jakiś czas temu porzuciłam konwencję opowiadania o moich comiesięcznych ulubieńcach, bo im jestem starsza, tym czas płynie mi szybciej, a mam go w ciągu dnia coraz mniej. Miesiące mijają, ale kwestia ulubieńców pozostaje raczej niezmienna dlatego na zbiorcze podsumowanie, tego, co gdzieś tam sprawiło mi radość, zapraszam Was co kwartał. 

Tak samo, jak należy chwalić i doceniać dobrych ludzi tak samo należy mówić o dobrych rzeczach.

Marchewkowe Studio
Słupsk, ul. Królowej Jadwigi 2B

Wybrałam się do Marchewkowego Studia w Słupsku na manicure hybrydowy, do którego nie byłam zbytnio przekonana (wierzę/wierzyłam tylko w magię żelu). Po wizycie w szpitalu, kiedy musiałam zdjąć moje długaski w stylu disco błysko, obiecałam sobie, że spróbuję hybryd w jakimś fajnym salonie.
Pełen profesjonalizm począwszy od umawiania wizyty (także przez kalendarz internetowy), poprzez sam proces wykonywania usługi, aż po dwutygodniowy odrost, który jest dużo mniejszy przez to, że dziewczyny wykonują manicure "pod skórki". Dodam, że po dwóch tygodniach nie widzę na moich paznokciach żadnych odprysków, a dobudowany paznokieć trzyma się i jest w nienagannym stanie. 
Używane w salonie produkty są najlepszej jakości, dba się o higienę i miłą atmosferę. 
Serdecznie polecam!


 Mineral Terracotta Powder #4 Golden Rose
 Wielki (14g), wydajny, o wykończeniu satynowym.
Długo wyczekiwany.
Wspaniały.
Bronzer, którym konturowałam sobie opaloną majowym i czerwcowym słońcem twarz. Polecany przez Maxineczkę, traktowany jako zamiennik bronzera Sweet Heart Bronzer Too Faced. Jeden z fajniejszych bronzerów, jakie miałam.
Dostepny tutaj: http://urodomania.com/podklady-pudry/3698-golden-rose-mineral-terracotta-powder-04.html




Krem CC Uriage Roseliane SPF 30
Dostałam go od firmy Uriage do przetestowania wraz z wodą termalną. Do tej pory nie dzieliłam się moją opinią o tym produkcie, bo nie byłam wystarczająco opalona. Należy wspomnieć o kolorze tego produktu, który w MACowej gamie kolorystycznej otrzymałby prawdopodobnie odcień NW 25 / NW 30, czyli dość ciemny. Aczkolwiek, wydaje mi się, że w tym miejscu ten produkt sam się może obronić, bo umiejętne nałożony na nieco bledszą twarz też wygląda przepięknie.
Najważniejszą zaletą tego kremu cc jest jego skład. Znajdziemy w nim wodę termalną Uriage, ekstrakt z żeń-szenia. Dedykowany do cery naczynkowej zawiera również dość wysoki SPF 30.
Na lato idealny o dużej pojemności, bo aż 40 ml, służył mi całe wakacje.

Dostępny tutaj: https://byhealth.pl/uriage/uriage-roseliane-krem-cc-spf30-40ml?gclid=Cj0KEQjwgJq-BRCFqcLW8_DU9agBEiQAz8Koh5z8EuG19S6-vauiljs42Nlan0SGGs5OwpW5-GM65YUaAha-8P8HAQ
 

Guerlain, Meteorites Perles Iluminating Powder i Glam Brush T1
Duet idealny! Chciałam napisać notkę o parach idealnych i umieścić na pierwszym miejscu takiego zestawienia ten oto puder w kulkach i pędzel duo fiber.
Meteoryty są moim ogromnym ulubieńcem, mam je od roku i nie zamieniłabym ich na żaden inny puder. Ponadto, śmiem się pokusić o stwierdzenie, że było to najlepiej wydane 200coś złotych w życiu. Jest delikatny, pięknie pachnie, nie zapycha i pozostawia na buzi efekt rozświetlenia i wyrównania kolorytu. Pięknie wykańcza makijaż i nie wchodzi w zmarszczki.
Nakładam go pędzlem Glam Brush T1, który jest połączeniem delikatności dłuższych włosków syntetycznych i naturalnego włosia kozy. Nabiera malutko produktu i równomiernie pozostawia za sobą pudrową mgiełkę. Nie ma mowy o marnotrawieniu przedrogich meteorytów!
Puder dostępny tutaj;http://www.sephora.pl/Makijaz/Cera/Pudry/Meteorites-Rozswietlajacy-puder-w-kulkach-Esencja-Blasku/P1665011?skuId=286709&LGWCODE=286709;93143;3577&cm_mmc=Search_Search_Google_PLA_PLA_PLA__
Pędzel dostępny tutaj: http://glam-shop.pl/pedzle-glam-brush/pedzel-do-podkladu-t1.html


Pasta do oczyszczania twarzy Liście Manuka Ziaja
To moje (chyba) piąte opakowanie i jestem utwierdzona w przekonaniu, że nie ma lepszego produktu do oczyszczania mojej twarzy niż ta pasta. Zawiera w sobie delikatne drobinki i ściera martwy naskórek, nadmiar sebum i resztki makijażu w bardzo delikatny sposób. Skóra po jego użyciu jest gładka, świeża i oczyszczona. Stosuję rano, nakładam po zabiegu krem z tej serii na dzień dla delikatnego nawilżenia. 
Plus za dostępność, bo można go kupić w każdym Rossmannie, Drogerii Natura, Hebe, czy w aptece.


Krem do depilacji Veet Silk and Fresh do skóry wrażliwej
Tego roku stałam się dużą fanką kremów do depilacji. Rozpoczynałam przygodę z kremami do golenia od tych z firmy Eveline, ale Veet okazał się najdelikatniejszy. Jest skuteczny, nie podrażnia mojej skóry. Stosuję także do depilacji okolic bikini. 


Olejek dwufazowy Power Fruit Evree
Olejki stały się moim sprzymierzeńcem po operacji. Smaruję nimi blizny i całe ciało. Ostatnio robię to pod prysznicem, na mokro. Nawilżenie utrzymuje się przez długi czas, a zapach jest szalenie kobiecy. W swoim składzie zawiera olejek z pestek malin, olej jojoba, winogronowy, sezamowy i awokado. 


A jacy byli Wasi ulubieńcy? 

Całuję Was gorąco

Charlotte

♔♔♔ Pavlova z letnimi owocami ♔♔♔

Hej,

Podobno ten deser nazwano na cześć rosyjskiej balleriny Anny Pawłowej, gdy ok.100 lat temu poprosiła o lekki deser i szef kuchni przygotował, specjalnie dla niej, delikatną, lekką bezę przypominającą jej tutu lub paczkę*, dodając do niej krem i owoce. 

Ja tam baletnicą nie jestem, ale nie zarzekam się, że nigdy nią nie zostanę #theyseemerollin




Ciasto fajne na pożegnanie lata, bo nie ma się co oszukiwać, lata już nie będzie, wieczory są zimne, perseidów nie widać przez otulające niebo chmurzyska.


Beza / trzy blaty

6 białek w temperaturze pokojowej,
1 i 3/4 szklanki drobnego cukru,
2 łyżeczki mąki ziemniaczanej,
łyżeczka soku z cytrynki,
opcjonalnie szczypta soli,

> mikser,
> papier do pieczenia.

Białka ubiłam na sztywno, następnie łyżka po łyżce dodawałam stopniowo cukier. Do powstałej masy wcisnęłam troszeczkę soku z cytryny, przesiałam przez sitko mąkę ziemniaczaną, wszystkie składniki wymieszałam szpatułką z dziurką w środku, od dołu ku górze. 

Przygotowałam papier do pieczenia w ten sposób, że odrysowałam na arkuszu oczekiwany przeze mnie kształt blatów bezowych. Do tego użyłam talerza. Zrobiłam to trzy razy, bo potrzebowałam trzech blatów. Z innego arkusza papieru do pieczenia / można użyć śniadaniowego, zrobiłam rękaw cukierniczy, nałożyłam do niego masę bezową i wyłożyłam ją na kształt wyrysowanych przeze mnie kół tak, że krawędzie blatów były troszeczkę grubsze (żeby trzymały krem i owoce).

Blaty piekłam / suszyłam na osobnych blachach, w 140 st. z termoobiegiem przez około godzinę. Po tym czasie blaty siedziały jeszcze w wyłączonym piekarniku przez około 30 minut.


A kiedy wystygły.. był szał. 

Przygotowałam najpierw owoce: jeżyny, borówki amerykańskie, maliny, porzeczki, z tym,  że z części malin i porzeczek przygotowałam mus, dosładzając je cukrem pudrem. Kiedy owoce wyschły po umyciu wzięłam się za crème de la crème.

Krem / omg najlepszy na świecie

200 g serka mascarpone,
300 ml śmietanki 36%,
trzy łyżeczki cukru pudru.

Śmietankę ubiłam na puszystą masę dodając cukier puder. Później dodawałam, ciągle miksując, serek mascarpone, łyżeczka po łyżeczce. Kiedy masa była gotowa, schłodziłam ją w lodówce. 

ZIMNE blaty smarowałam niedbale, ale na bogato odpowiednio:
> kremem, kapiąc na niego sos malinowy, 
przekładając kolejny blat posmarowałam
> kremem, kapiąc sosem porzeczkowym.
 
Założyłam mojej Pavlovej na szczyt ostatni blat pokrywając go ładnie kremem i pokrywając go koroną z owoców. 


Na koniec dodałam listki mięty z ogródka i posypałam cukrem pudrem.

Moją królową ciast schłodziłam w lodówce.


Ciasto krótko cieszyło moje oczy, gdyż poszło na wydanie jako prezent.

Dajcie znać, czy lubicie, czy pieczecie, jak pieczecie, będzie mi bardzo miło.

Całuję gorąco

Charlotte


*spódniczki w stroju do baletu

Knedle z truskawkami

knedle z truskawkami - surowe i ugotowane


Hej,

Wiem, że sezon na truskawki powoli dobiega końca, ale może u Was, podobnie jak u mnie, truskawkom w ogródku się coś pomieszało i zaczęły owocować pod koniec czerwca, więc..

podrzucam dzisiaj przepis na moje ulubione serowe knedle ze świeżymi truskawkami. Delikatne ciasto, świeże truskawki, orzeźwiający sos z jogurtu do tego.. :) Zalewa Was ślinka?

Składniki:
serek typu włoskiego - kulka 250 g,
dwa jaja,
1 1/4 szklanki mąki, + do podsypywania,
50 ml mleka lub śmietanki,
odrobina soli.
owoce truskawek - świeże, średniej wielkości.

Serek rozgnieść w misce widelcem dodając mleko i wbijając jaja, do powstałej wilgotnej masy dodać odrobinę soli i przesiewać mąkę delikatnie wyrabiając ciasto ręką.

Mąki sypiemy tyle, by ciasto było puszyste, ale nadawało się do formowania kul.
Nie dodajemy jej bardzo dużo, żeby nie zrobić z naszego knedla granatu przeciwpancernego.

Wyrobione ciasto zostawiamy na 20 minut w misce.* W tym czasie obieramy truskawy z szypułek i dokładnie je suszymy. Możemy delikatnie posypać je cukrem pudrem, jeśli są kwaskowate.

Następnie z ciasta formujemy rolkę i odcinamy po kawałeczku, wyrabiamy palcami placki, na które kładziemy truskawki i zawijamy je w okrągłe knedle tak, by w środku w okolicach truskawki nie znalazło się powietrze. 

Uformowane kule odkładamy na lekko posypany mąką blat. 

Wrzucamy je do osolonego wrzątku i gotujemy, mają wypłynąć + 4 minuty pokręcić się na powierzchni wody.

Smakują wyśmienicie z dodatkiem jogurtu i mięty.

Smacznego!


* koaguluje białko i ciasto jest bardziej zwarte 

 

♚ Precjoza ostatnich miesiecy ♚

Witajcie!

Wpadłam dosłownie na chwilkę opowiedzieć Wam co u mnie słychać i przedstawić Wam moich ulubieńców, którzy towarzyszyli mi w ostatnim czasie, który był dla mnie baaardzo ważny.

Przeprowadziłam się!
Nie mieszkam już beztrosko w malowniczej Ustce, w bialutkim dziewczyńskim mieszkanku, ze słodkim kotkiem. Przeprowadziłam się do Grudziądza, gdzie dostałam super pracę i mogę realizować się zawodowo. Mieszkam w wynajętym mieszkaniu w spokojnej, ukwieconej dzielnicy ze starymi przedwojennymi willami. Moje początki tutaj były bardzo trudne, jednakże spotkałam na swojej drodze sporą dozę życzliwości od ludzi, których znam tak krótko, a którzy dają mi siłę każdego dnia. Z daleka od domu, ale szczęśliwa, trzymam się mocno i prę do przodu.


Dwa ciekawe miejsca w Grudziądzu, do których zabrałabym Was wszystkich to zdecydowanie grudziądzkie błonia nad Wisłą, z których rozpościera się widok na charakterystyczne spichrze, które są wizytówką Grudziądza, które bez względu na porę roku zachwycają każdego, kto tutaj przyjeżdża. Po spacerze zabrałabym Was do kawiarni Czerwony Rower Cafe przy ul. Pańskiej na najpyszniejszą pavlovę ze świeżymi owocami, miętą i kremem na bazie śmietany i mascarpone, który jest moim ulubionym kremem. Kochany wystrój i nastrój panujący w tym miejscu sprawia, że czas zatrzymuje się i mogę puścić w zapomnienie wszystkie troski, chociaż na chwilę. 

Co dwa tygodnie jeździmy z moimi przyjaciółmi z aplikacji na zajęcia do izby do Sopotu. Zjazdy w piątki i soboty choć są bardzo męczące i pieniądzochłonne to są takim quasi-oderwaniem od pracy, bo pracujemy w konkurencyjnych kancelariach, robimy +/- to samo,  ale bardzo się lubimy i uwielbiamy żartować. Wydaje mi się, że na roku nie ma takiej drugiej ekipy jak my, zgranej, rozhahanej, na której można polegać. Co do samej aplikacji to nie jest łatwa, jest droga i wymaga sporo poświęceń i nauki. Są tygodnie, że nie mam czasu zajrzeć do książek, ale to, że opłacam aplikację we własnym zakresie przy wielkiej pomocy ze strony rodziców to motywuje mnie to do samodzielnej nauki. W ten weekend postanowiłam sobie, że się pouczę, ale oczywiście jak tylko ogarnę bloga  ✌


Wraz z moją wielką zmianą zmieniłam również zapach. W sumie nie wiem, czy bardziej urzekł mnie per se, czy po prostu kojarzy mi się z tym prze-wyjątkowym momentem, w którym pierwszy raz w życiu zobaczyłam kogoś i zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. 


Mówię o zapachu Thierry Mugler Alien Eau Extraordinarie, który łączy w sobie moje ulubione nuty zapachowe m.in. bergamotki, gardeni, heliotropu i białej ambry. Jest elegancki, ale zarazem dziewczęcy i radosny. Jak już wspominałam mam z nim cudowne wspomnienia, a dla mnie najważniejsze chwile lepiej zapadają w pamięć, jeżeli towarzyszą im jakieś charakterystyczne zapachy. Może jestem za bardzo sentymentalna, ale tak już mam




W temacie makijażu to mam jednego ulubieńca - paletę cieni marki Sephora Wonderful Dreams, którą kupiłam na początku grudnia zeszłego roku. Zawiera 8 cieni do oczu, 4 połyskliwe i 4 matowe, raczej są to kolory neutralne, używam ich do makijażu dziennego, jak również na wieczór, kiedy mam ochotę na smokey eye. Kosztowała ok 30 zł z rabatem 20%, była to edycja błyszcząca/zimowa/świąteczna, ale who cares, skoro:


Btw. strasznie lubię ostatnio malować dolną powiekę czymś połyskliwym. Najczęściej używam cienia Pretty sunrise z powyższej palety lub pigmentu Inglot 85. 

[makijaż: Bourjois City Radiance foundation 52 Vanilla, Affinitone concealer 02, Meteoryty Guerlain 02 Clair, Nars Laguna bronzer, Sephora Wonderful Dreams palette, Inglot AMC Brow liner gel 11, Master Drama khol liner Maybelline Charcoal Grey, Lash Sensation mascara Maybelline, Pupa Cat lipgloss]


Na mojej liście znalazł się również herbaciany ulubieniec Clippers Green Tea Ginseng and Raspberry . Zielona herbata z żeń-szeniem o smaku maliny, fajnie pobudza i orzeźwia. Można ją kupić w Piotrze i Pawle lub w Cerrfourze za ok 12 zł/20 torebek. Smakoszom herbat gorąco polecam.

 Macie swoich ulubieńców? Ja ze swoimi wyskakuję po pół roku i to jeszcze w połowie miesiąca, ale w poniedziałek kończę 27 lat i musiałam wspomnieć o kilku rzeczach przed tym dniem. 27 straszna liczba, myślę, że dla mnie jest odpowiednikiem wieku chrystusowego u płci przeciwnej. Jak z tym żyć. Pocieszcie mnie proszę :) 

Przesyłam moc buziaków,

Charlotte

Lussekatter - szwedzkie buleczki na dzien Swietej Lucji




 Jag älskar Sverige!

Kocham też tego gościa, który zainspirował mnie do upieczenia tych dobrych ciastek i naobiecywał, że coś z nieba będzie leciało i bynajmniej nie deszcz etc. No, ale w ramach szwedzkiego tygodnia na fb postanowiłam nie uczyć się w sobotę podstawowych zwrotów po szwedzku tylko upiec coś w klimacie skandynawskiego adwentu (wiecie, świece adwentowe, świeczniki).

Składniki:
4g niteczek szafranowych,
szklanka ciepłego mleka, (ok 250 ml),
jajo,
20 g drożdży świeżych,
75 g roztopionego masła,
szczypta soli,
ok. 2,5 szklanki mąki,
pół szklanki cukru (zgrzeszyłam ilością).
Dodatkowo:
roztrzepane jajko z mlekiem do posmarowania,
namoczone rodzynki.

W dużej misce zasypałam drożdże połową porcji cukru, a kiedy lekko się stopiły dodałam ciepłe mleko i roztopione lekko ciepłe masło i 3 łyżki mąki. Odłożyłam miskę przykrytą ściereczką na dosłownie 7 minut, żeby drożdże podjęły pracę.

Następnie dodałam resztę składników, z tym, że w drugiej połowie cukru roztarłam w moździerzu szafran na pyłek.

Wszystko wymieszałam szpatułką drewnianą, żeby składniki się połączyły. Odstawiłam ponownie ciasto w ciepłe miejsce owinięte ściereczką.
 

 

 
Masa podwoiła swoją objętość po około 30 minutach.

Wtedy dosypałam odrobinę mąki  dalej drewnianą szpatułką wyrabiałam ciasto od krawędzi ku środkowi. Moje ciasto było bardzo elastyczne, nie kleiło się do rąk. Zrobiłam z niego długi wałek i pokroiłam na mniejsze kawałki.



Z tych kawałków zrobiłam takie, jak to określa Pan Szwed, małe kiełbaski, które wywijałam w niedorobione paragrafy i kładłam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Następnie w ciastka włożyłam rodzynki. Tak jak na zdjęciu.

Posmarowałam ciastka przy pomocy pędzelka jajeczno - mleczną mieszanką. Włożyłam do rozgrzanego do 180 st pieca na ok 30 minut.

Takie to doobrrrre, rzeczywiście kut*sy z nieba lecieli i potrzebowałam parasola. Z Ikei oczywiście.

Polecam!

♡ ♡ ♡ Aero Latte na slodkie jesienne wieczory ♡ ♡ ♡



 
 
Hej, jak wiecie bardzo lubię eksperymentować z kawą. Kawoszem jestem okropnym i zawsze uzależniam się od kawy w trakcie nauki. A jak wiecie w tym roku uczyłam się dużo. Ale pomysł na tę kawę znalazł mnie w pracy, kiedy sflaczał mi w torbie deser Nestle Aero.






















Do tego smacznego deseru, w postaci pysznego latte z Aero'wą pianką potrzeba niewiele. Wystarczy
na jedną porcję kawy pół kubeczka słodkiej pianki i kawa - taka, jaką lubicie, czarna, z mlekiem, zbożowa, arabica, aromatyzowana, rozpuszczalna, mielona.




 
 
Ja ostatnio odzwyczajam się od kawy i piję zbożową Inkę z wapniem i jest równie pyszna jak rozpuszczalna Jacobs Kronung, która jest moją faworytą.
 
 
 
 
Sposób jest prosty: zaparz kawę, dodaj lub nie dodawaj mleka, zostawiając w kubku troszkę przestrzeni na piankę. Następnie dużą łyżką wyjmij z opakowania deserku Aero "czapę" wielkości połowy tego małego kubeczka. Idealnie rozpłynie się po powierzchni kawy tworząc przepyszną piankę. Opcjonalnie ułóż na wierzchu czapy jakieś słodkości lub oprósz cynamonem lub kakao.
 
I gotowe! Idealna na jesienne wieczory!
 

☃ Sernik z brzoskwiniami z rosa na korzennym spodzie ☃


Kto ma ochotę na przedświąteczne szaleństwo?

Smak sernika z rosą z brzoskwiniami wielu z Was zapewne przywołuje smaki z dzieciństwa. Niestety ja z dzieciństwa zapamiętałam smak kupnych ciast i może ewentualnie smak tortu makowego z kremem budyniowym, do którego moja mama dodawała milion jaj i cukru (przez co nie było zalecane przekraczanie jednej porcji).

Sernik z rosą to totalna klasyka, którą postanowiłam przełamać spodem ciasta, który zrobiłam ze skandynawskich korzennych ciasteczek.

Składniki:

1 kg twarogu śmietankowego mielonego 3- krotnie o zaw. 18% tłuszczu (ja użyłam kubełka ze świątecznej edycji twarogu z Biedry- jest bardzo dobry),
6 jaj,
1 szklanka cukru,
budyń śmietankowy w proszku,
łyżeczka soku z cytryny,
kandyzowana skórka z pomarańczy.

Dodatkowo: 5 białek, szklanka cukru pudru, puszka brzoskwiń w syropie.

Pierwsze co zrobiłam to przygotowałam brzoskwinie. Odlałam sok, brzoskwinie pokroiłam w plastry i osuszyłam ręcznikiem papierowym.

Oddzieliłam białka od żółtek z 6 jaj. W dużej misce żółtka połączyłam z cukrem i twarogiem miksując mikserem, następnie dodałam proszek budyniowy i sok z cytryny. W oddzielnym naczyniu ubiłam sztywną pianę z białek.

Następnie przy użyciu drewnianej szpatułki z dziurką (napowietrzającą ciasto) dodawałam porcjami pianę z białek do masy serowej. Należy to robić po krawędzi misy kierując się pierw ku dnu misy i następnie ku górze. Taką puszystą masę można uznać za gotową masę serową, do której możemy dodać skórkę pomarańczową lub rodzynki (uprzednio namoczone i oprószone mąką).



Przygotowałam średniej wielkości blachę poprzez wyłożenie jej papierem do pieczenia i ułożywszy spód z korzennych ciastek. Takie ciastka można kupić w Ikei lub w Lidlu.


Na spód wyłożyłam delikatnie masę serową wyrównując jej wierzch, na który po godzinie pieczenia w 180 st. C wyłożyłam ubitą pianę z kolejnych 5 białek i szklanki cukru pudru jako bezę, po której po upieczeniu będą wychodziły kropelki słodkiej bursztynowej rosy. Moja rosa była pofalowana, bo robiłam to bardzo szybko w wysuniętej blasze z piekarnika, tego zabiegu w taki sposób nie polecam ze względów bezpieczeństwa. Lepiej jest delikatnie wyjąć blaszkę z pieca i spokojnie wyłożyć na nią masę białkową/bezową.

Ciasto z bezą podpiekałam, aż uzyskała jasnobrązowy kolor, ok 12 minut, jednakże wszystko zależy od piekarnika - trzeba obserwować.

Ciasto najpyszniejsze jest na drugi dzień.

Dla mnie i moich koleżanek z pracy było rozpoczęciem Adwentu :)

♔ ♔ ♔ Podkład Glamour Glow Cashmere ♔ ♔ ♔ recenzja

fot. multikosmetyki.pl


Hej Dziewczyny,

Zgodnie z obietnicą przychodzę z recenzją podkładu Cashmere Glamour Glow od Dax Cosmetics. 

Producent przedstawia nam go jako:
Dax Glamour Glow upiększający podkład rozświetlający to wielofunkcyjny kosmetyk zapewniający doskonały efekt makijażu. Dzięki specjalnej kombinacji odbijających światło mikropigmentów pięknie rozświetla skórę, niwelując widoczne oznaki zmęczenia. Skutecznie tuszuje niedoskonałości cery i daje natychmiastowy efekt naturalnego blasku. Witamina C działa antyoksydacyjnie oraz pomaga w rozjaśnianiu przebarwień i wyrównywaniu kolorytu skóry. Filtr SPF 10 chroni przed szkodliwym promieniowaniem UV. Dax Glamour Glow upiększający podkład rozświetlający jest dostępny w kolorach: jasny beż, średni beż.

Dostępny w Rossmannie za ok 30 zł, a także w drogeriach internetowych (m.in. ezebra, ekobieca).

Ja swoje pierwsze opakowanie zakupiłam pod koniec września, tuż przed egzaminem na aplikację, w usteckim Rossmannie za 29,99 zł. Kupiłam go pod wpływem impulsu, spodobał mi się kolor (jasny beż), który oczywiście sprawdziłam na dłoni, bo mam taki głupi nawyk. Żeby nie było, droższe kosmetyki testuję w okolicach żuchwy. Ciemny beż był kolorem o wiele ciemniejszym, więc poprzestałam na jaśniejszym.




































W kartoniku znajdziemy zakręcaną tubkę z wąskim dziobkiem. Tubka kryje w sobie 30 ml produktu. Bardzo żałuję, że nie jest on w opakowaniu z pompką, bo wpływa to na wydajność, o higienie używania już nie wspomnę. Teraz kończę (bardzo topornie mi to idzie) Mineralize MAC i planuję przelać zawartość kolejnego opakowania, które zakupiłam na promocji w Rossmannie, do szklanej buteleczki MACowskiej. Wiem, że to straszna wiocha, ale to najbardziej wykończony przeze mnie podkład, może nie licząc mojego pierwszego egzemplarza GG Cashmere. 

Swoją głupkowatą nazwę GG "Dżi-dżi" zawdzięcza Glamour Glow, co ma wskazywać nam, że jest to podkład rozświetlający. I owszem. Zawiera w sobie odbijające światło pigmenty, a jednocześnie nie sprawia, że buzia świeci się jak xenon albo żarówka halogenowa. 


Jako posiadaczka skóry mieszanej w kierunku suchej muszę powiedzieć, że dosyć gęsta konsystencja zapewnia bardzo dobre krycie, nie dając efektu tapeciarskiej maski, nie zbiera się w zmarszczkach, ani nie robi plam. Nie wychodzą mi po nim suche skórki ( tak jak w przypadku True Match L'Oreal), buzia nie jest ściągnięta, 



































Ciężko mi powiedzieć, czy podkład nawilża cerę, bo przed jego nałożeniem stosuję nawilżający krem np. Alantan Dermoline lub Iwostin Sensitia. Ale umówmy się, to nie on ma nawilżać tylko krem. A firma Dax Cosmetics nie jest moim ulubieńcem kremowo - pielęgnacyjnym, zatem wolę z jej oferty kosmetyk(i) kolorowe. 


Utrzymuje się na twarzy cały dzień, nakładam makijaż ok. godziny 6 rano i wracając do domu po pracy w okolicach godz. 18:00 podkład się utrzymuje (no chyba, że mam załamkowy dzień w robocie to łapiąc się za twarz trochę go ścieram).

Do piątku obowiązuje w Rossmannie promocja - 49%, na której znajdziecie ten bardzo dobry kosmetyk o połowę taniej, czyli za ok. 15 zł. Myślę, że zarówno za 15 zł, jak i za 30 zł opłaca się kupić ten wyśmienity, w mojej ocenie, produkt.

Ocena 4,0/5
(odjęłam punkt za opakowanie)

PS. Zrobiłam zapasik dwóch tubek, bo coś czuję, że długo nie zagości on na naszych półkach sklepowych, a to byłoby bardzo bardzo słabe. 

Buziaki Kochane!

Wasza Ch.